Wejdź, a pomożesz.
15 sierpień 2010 napisał franca
Pragnę opisać pewną rzecz, która mnie męczy od dłuższego czasu. Mam w klasie kolegę. Łączy nas miłość do tej samej muzyki. Od dawna widzę, że mnie podrywa, patrzy na mnie na lekcjach, na przerwach, zdarzyła się taka wstydliwa sytuacja, że on opierając się o pianino które stoi na naszym szkolnym korytarzu, w chwili gdy obok niego przechodziłam, by oprzeć się o parapet, przyłożył sobie butelkę z wodą mineralną do krocza, i powiedział “X*, wskakuj!”. Takie końskie zaloty. Mamy świetny kontakt, jakoś nie przeszkadzają mi jego rzekome wady, o których mówią dziewczyny w naszej klasie. Mają go za dziwaka, bo inaczej się ubiera, nie słucha techno, i ma czasami taki stan, że się do nikogo nie odzywa. W sumie łączy nas i to. Kiedyś widziałam jego błysk w oku, kiedy mnie zobaczył. Jestem bardziej wyrozumiała niż inne dziewczyny. Akceptuję rzeczy, które wygadana, rozrywkowa i pewna siebie dziewczyna uznałaby za durnotę. Nie wiem czy on bardziej jest oczarowany mną, czy moim stylem, i muzyką która nas łączy. To jest jeden z tych facetów, których ciężko rozgryźć. Przed koleżankami z klasy bronię się przed tym uczuciem do Niego, bo nieraz się przejechałam na ich pseudo-lojalności, i teraz po prostu nie zwierzam się z tego, co może być użyte przeciwko mnie. On jest jeszcze chyba niedojrzały, biorąc pod uwagę to, co mówił w moim kierunku. Pomóżcie. Podobam mu się? Czy się mną bawi?








Bon ton na ostrzu noża.